Paweł Koziorowski
@pawel_koziorowski
Relacje
Wyrypy
Rower
Profil
Związek Polskich Fotografów Przyrody
Są jeszcze w Polsce wydarzenia, które dzieją się naprawdę, a nie „na godzinę”, pod scenę i z harmonogramem dla turystów. Redyk bacy Klimowskiego z Czarnego w Beskidzie Niskim do Nowego Targu jest jednym z takich wydarzeń – i dziś można już śmiało powiedzieć, że to ostatni wielodniowy, prawdziwy redyk w Polsce.
Przez 6 dni baca, juhasi i stado owiec pokonują około 180 kilometrów. Dzień po dniu, krok za krokiem, przez góry, doliny, wsie i drogi, które nie zawsze są przyjazne ani łatwe. Nie ma tu skrótów, ciężarówek ani „symbolicznego przejścia”. Jest normalna pasterska wędrówka – taka, jaką znano w Karpatach od pokoleń.
To redyk, w którym wszystko ma swoją wagę: zmienna pogoda, zmęczenie ludzi, kondycja zwierząt, rytm dnia wyznaczany wschodem i zachodem słońca. Czasem słońce, czasem deszcz, błoto, wiatr. Czasem cisza górskich dróg, a czasem zainteresowanie mieszkańców wsi, którzy wychodzą popatrzeć – bo coraz rzadziej widzi się dziś takie obrazy.
Najważniejsze jest to, że to nie jest rekonstrukcja tradycji. To tradycja, która wciąż trwa, choć z roku na rok jest coraz trudniejsza do utrzymania. Wielodniowe redyki niemal zniknęły – zastąpione krótkimi, symbolicznymi przejściami albo wydarzeniami pod publiczkę. Tu nie ma scenariusza ani reżysera. Jest droga do przejścia i cel do osiągnięcia.
Ten redyk to także wędrówka przez pamięć miejsca. Przez Beskid Niski, który nigdy nie był łatwy ani oczywisty, ale zawsze prawdziwy. Przez krajobraz, w którym pasterstwo było kiedyś codziennością, a dziś staje się wyjątkiem. Patrząc na ten pochód owiec i ludzi, ma się świadomość, że oglądamy coś unikalnego i kruchego.
Dlatego ten redyk ma dziś taką wartość. Bo przypomina, że tradycja to nie strój i muzyka na festynie, ale wysiłek, konsekwencja i czas. To kilkaset kilometrów rocznie, zmęczone nogi, odpowiedzialność za stado i decyzja, by iść dalej mimo wszystko.
I dobrze, że jeszcze są ludzie, którzy tę drogę podejmują. Bo dopóki taki redyk trwa, dopóty pasterstwo w Karpatach nie jest tylko wspomnieniem.