dbw lens on

dbw lens on

@fourblackpoints

Relacje

Wyrypy

Rower

Profil

dbw lens on

dbw lens on

fourblackpoints

Górski Skryba

Tatry Wysokie, Gęsia Szyja

Prognozy na ten dzień nie zachęcały do wyjścia w wysokie partie Tatr.

Zapowiadano burze i opady, dlatego postanowiłam wybrać krótszą i spokojniejszą trasę – na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję. Nie przypuszczałam wtedy, że będzie to jedna z najbardziej klimatycznych wędrówek podczas całego wyjazdu.

Wycieczkę rozpoczęłam na parkingu Wierch Poroniec. Zielony szlak prowadzi stąd wygodną leśną drogą. To przyjemna trasa, która nie wymaga dużego wysiłku, a już po chwili między drzewami zaczynają pojawiać się pierwsze widoki na Tatry.

Na Rusinowej Polanie zatrzymałam się na dłużej. To jedno z tych miejsc, gdzie trudno przejść obojętnie obok panoramy Tatr Wysokich i Tatr Bielskich. Tego dnia równie piękne było jednak niebo. Chmury nieustannie zmieniały kształty, światło raz wydobywało szczyty z cienia, a za chwilę ponownie je zasłaniało. Fotografowałam ten niezwykły spektakl, wiedząc, że za moment wszystko może wyglądać zupełnie inaczej.

Po chwili zaczął padać deszcz.

To był jeden z tych ciepłych, letnich deszczów, przed którymi nie ma się ochoty uciekać. Przyniósł przyjemne ochłodzenie po upalnym poranku. Mimo to większość turystów ruszyła z powrotem w stronę parkingu. Dla nich wycieczka właśnie się skończyła.

Ja postanowiłam zostać.

Sprawdziłam radar burzowy i prognozę pogody. Wszystko wskazywało na to, że opady wkrótce ustaną, a burza przejdzie w oddali. Uznałam, że warto poczekać i ruszyłam dalej na Gęsią Szyję.

Szlak prowadzi niemal cały czas charakterystycznymi drewnianymi stopniami, które ułatwiają pokonanie stromego podejścia. Nie wiało, więc bez problemu mogłam iść z rozłożoną parasolką. To chyba jeden z niewielu dni w Tatrach, kiedy okazała się ona najlepszym wyborem.

Szłam powoli. Słuchałam kropli rozbijających się o materiał parasola, a gdzieś w oddali od czasu do czasu było słychać stłumione grzmoty burzy przechodzącej nad inną częścią Tatr. Wokół panowała cisza. Nie było rozmów, śmiechu ani odgłosów mijających mnie grup. Tylko deszcz, góry i ten odległy pomruk, przypominający, że w górach pogoda potrafi zmieniać się z minuty na minutę.

To był jeden z tych momentów, których nie da się zaplanować.

Kiedy stanęłam na szczycie Gęsiej Szyi, deszcz ustał niemal dokładnie w tej samej chwili. Chmury zaczęły się rozsuwać, a zza nich coraz śmielej wychodziło słońce.

Na szczycie nie było nikogo.

Przez blisko dwie godziny miałam to miejsce tylko dla siebie.

Znalazłam swój mały punkt widokowy – moją lożę VIP :) Siedziałam bez pośpiechu, robiłam zdjęcia, obserwowałam światło przesuwające się po tatrzańskich szczytach i po prostu chłonęłam tę chwilę.

To właśnie za takie momenty kocham góry.

Nie za zdobywanie kolejnych szczytów ani odhaczanie miejsc na mapie. Najbardziej lubię je wtedy, gdy milkną. Kiedy znikają tłumy, a zostają tylko przestrzeń, zapach mokrej trawy, szum wiatru i własne myśli.

Schodząc z powrotem na Rusinową Polanę, miałam wrażenie, że trafiłam do zupełnie innego świata. Turystów już nie było. Na hali pasło się jedynie stado owiec pilnowane przez bacę i jego wiernego psa. Rusinowa Polana od wieków jest miejscem kulturowego wypasu owiec i do dziś latem można tu zobaczyć baców podtrzymujących wielowiekową pasterską tradycję. To właśnie takie miejsca przypominają, że Tatry to nie tylko góry, ale również żywa historia i kultura Podhala.

Tatry nauczyły mnie tego dnia, że nie każdy deszcz oznacza koniec wędrówki. Czasem jest tylko zapowiedzią najpiękniejszego spektaklu. W górach cierpliwość naprawdę potrafi zostać nagrodzona.

Informacje praktyczne

Trasa: Wierch Poroniec – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja – Rusinowa Polana – Wierch Poroniec

Dystans: ok. 9,5 km

Czas przejścia: ok. 3 godz. 20 min (sam marsz)

Suma podejść: ok. 450 m

Najwyższy punkt: Gęsia Szyja – 1489 m n.p.m.

Trudność: łatwa do umiarkowanej

To doskonała propozycja dla osób, które chcą nacieszyć się jedną z najpiękniejszych panoram Tatr Wysokich i Tatr Bielskich bez wielogodzinnego i wymagającego podejścia.

Gęsia Szyja – Tatry Wysokie | Relacje | Beskidomaniak