Dyskusja dnia

Dyskusja dnia · dołącz do rozmowy

Trzy najtragiczniejsze burze w polskich Karpatach

Dzika Natura

Beskidomaniak

Post

W historii polskich Karpat nie brakowało gwałtownych załamań pogody, które zaskakiwały ludzi wysoko na szlakach. Najtragiczniejsze z nich zapisały się nie tylko liczbą ofiar, ale także skalą akcji ratunkowych i dramatycznym przebiegiem wydarzeń...

Nie istnieje jeden kompletny rejestr wszystkich burz, które przeszły nad polskimi górami. Szczególnie trudno porównywać zdarzenia oddalone od siebie o kilkadziesiąt lat, gdy nie prowadzono jeszcze dokładnych pomiarów liczby wyładowań, natężenia opadów czy prędkości wiatru.

Poniższe zestawienie opiera się więc przede wszystkim na skutkach dla ludzi. To trzy spośród najtragiczniejszych i najlepiej udokumentowanych burz, które wydarzyły się w polskiej części Karpat.

Świnica, 15 sierpnia 1939 roku

Było to ostatnie lato przed wybuchem II wojny światowej. W Bańskiej pod Szaflarami przebywała młodzież należąca do żydowskich organizacji skautowych „Akiba” i „Haszomer”. Piętnastego sierpnia licząca około 65 osób grupa wyruszyła na całodniową wycieczkę w Tatry. Jej głównym celem była Świnica.

Początkowo pogoda nie wzbudzała niepokoju. Uczestnicy dotarli w okolice wysokogórskiej grani, gdzie poruszanie się wymagało już ostrożności i czasu. Sytuacja zmieniła się późnym popołudniem. Około godziny 16 nad masywem zaczęły gwałtownie rozwijać się chmury burzowe.

W krótkim czasie rozpętała się silna burza z ulewnym deszczem, gradem i licznymi wyładowaniami atmosferycznymi. Grupa znajdowała się wówczas wysoko, w skalistym i stromym terenie pomiędzy Świnicą, Zawratem i Doliną Pięciu Stawów.

Pioruny uderzały w skały, odrywając ich fragmenty i uruchamiając kamienne lawiny. Wśród uczestników wycieczki wybuchła panika. Część osób próbowała jak najszybciej zejść ze szczytowych partii masywu, inni szukali osłony pomiędzy skałami. Grupa rozproszyła się na dużym obszarze.

Nie wszyscy zostali bezpośrednio porażeni piorunem. Zagrożeniem były także spadające kamienie, śliskie skały, ograniczona widoczność oraz trudności w utrzymaniu równowagi na stromych zboczach. Niektóre osoby wpadły do żlebów, inne doznały poważnych obrażeń podczas chaotycznej próby zejścia.

Na pomoc ruszyli ratownicy TOPR kierowani przez Józefa Oppenheima. W działaniach uczestniczyli także pracownicy kolejki linowej oraz strażnicy graniczni. Poszukiwania i sprowadzanie ocalałych prowadzono w ulewnym deszczu, przy bardzo słabej widoczności.

Ratownicy odnajdywali uczestników wycieczki w różnych częściach masywu. Niektórzy byli ranni, wychłodzeni i całkowicie wyczerpani. Inni znajdowali się w takim szoku, że nie potrafili samodzielnie ruszyć w dół i kurczowo trzymali się skał.

Akcja trwała do późnej nocy. Poszkodowanych sprowadzano w kierunku Hali Gąsienicowej oraz Doliny Pięciu Stawów Polskich. Część rannych wymagała transportu na noszach.

W wyniku burzy zginęło sześć osób: pięcioro młodych uczestników wycieczki oraz jeden z opiekunów. Kilkanaście kolejnych zostało rannych. Ciał dwóch zaginionych początkowo nie udało się odnaleźć. Odkryto je dopiero kilka dni później w jednym ze żlebów pod Świnicą.

Tragedia wydarzyła się zaledwie kilkanaście dni przed wybuchem wojny. Wkrótce została przyćmiona przez wydarzenia września 1939 roku, dlatego przez wiele lat pozostawała słabo znanym epizodem w historii Tatr.

Źródło: Portal Tatrzański, Tragedia na Świnicy w 1939 roku

Durbaszka, 25 lipca 2012 roku

Siedemdziesiąt trzy lata po tragedii na Świnicy do śmiertelnego wypadku doszło w Małych Pieninach. Tym razem ofiary znajdowały się znacznie niżej, w terenie pozbawionym skalistych grani i wysokogórskich urwisk.

Dwudziestego piątego lipca 2012 roku na wycieczkę w rejon Durbaszki wyruszyło czworo turystów z Warszawy. Było to małżeństwo, ich dorosła córka oraz jej partner.

W czasie wycieczki nad Małe Pieniny nadciągnęła gwałtowna burza. Turyści zeszli z uczęszczanej trasy i znaleźli się w lesie, w pobliżu szlaku prowadzącego przez rejon Durbaszki.

Najprawdopodobniej piorun nie uderzył bezpośrednio w żadną z osób. Wyładowanie trafiło w ziemię lub jedno z pobliskich drzew. Prąd rozszedł się następnie po mokrym podłożu.

Według późniejszych analiz przyczyną śmierci całej czwórki mogło być napięcie krokowe. Powstaje ono wtedy, gdy pomiędzy dwoma punktami gruntu występuje różnica potencjałów elektrycznych. Człowiek stojący na ziemi może w takiej sytuacji zostać porażony prądem przepływającym przez nogi i tułów, mimo że samo wyładowanie uderzyło kilka metrów dalej.

Nikt nie widział momentu wypadku. Turyści znajdowali się poza głównym szlakiem, w miejscu niewidocznym dla przechodzących osób. Ich zaginięcie zgłoszono dopiero po kilku godzinach, gdy nie wrócili do miejsca zakwaterowania i nie udało się nawiązać z nimi kontaktu.

Rozpoczęto poszukiwania, w których uczestniczyli ratownicy Podhalańskiej Grupy GOPR oraz policjanci. Przeczesywano szlaki, polany i zalesione zbocza w rejonie Durbaszki.

Poszukiwania trwały dwa dni. Ciała całej czwórki odnaleziono w lesie, kilkaset metrów od uczęszczanych tras. Wszystkie ofiary znajdowały się blisko siebie.

Zdarzenie było wyjątkowe pod względem liczby osób, które zginęły jednocześnie w wyniku jednego wyładowania. Według informacji zebranych przez IMGW był to pierwszy tak poważny wypadek związany z piorunem odnotowany w Pieninach.

Tragedia pod Durbaszką odbiła się szerokim echem także dlatego, że wydarzyła się w terenie powszechnie uznawanym za znacznie mniej niebezpieczny niż wysokie partie Tatr. Ofiary znajdowały się stosunkowo blisko schroniska i popularnych tras turystycznych, ale miejsce wypadku pozostawało ukryte w lesie.

Źródło: IMGW, Zagrożenie burzowe w górach

Giewont, 22 sierpnia 2019 roku

Dwudziestego drugiego sierpnia 2019 roku Tatry przeżywały jeden z najbardziej tragicznych dni w swojej współczesnej historii. Był środek wakacyjnego sezonu, a na szlakach znajdowały się tysiące turystów.

Poranek był ciepły i pogodny. Prognozy przewidywały możliwość wystąpienia lokalnych burz, ale przez pierwszą część dnia warunki nie sprawiały wrażenia szczególnie niebezpiecznych. Wiele osób wyruszyło na wysokogórskie trasy.

Giewont należał tego dnia do najbardziej zatłoczonych miejsc w Tatrach. Pod kopułą szczytową utworzyła się kolejka osób czekających na wejście na wierzchołek. Turyści znajdowali się również na szlakach prowadzących przez Wyżnią Kondracką Przełęcz, Kondracką Przełęcz oraz w kierunku Hali Kondratowej.

Około godziny 12:30 od południowego zachodu nad Tatry zaczęła nasuwać się komórka burzowa. W rejonie Giewontu początkowo nie padał deszcz. Nad częścią masywu nadal widoczne było jaśniejsze niebo, choć wcześniej pojawiały się błyski i odległe grzmoty.

Sytuacja zmieniła się bardzo szybko. Burza dotarła nad masyw, gdy na szczycie i w jego bezpośrednim sąsiedztwie znajdowała się duża liczba ludzi.

W kopułę szczytową Giewontu oraz okolice szlaku uderzyła seria wyładowań atmosferycznych. Pioruny trafiały w skały, metalowe elementy zabezpieczeń i krzyż stojący na wierzchołku. Prąd rozchodził się po mokrym podłożu, łańcuchach oraz skalnych stopniach.

Część osób została bezpośrednio porażona. Inni doznali obrażeń od prądu płynącego przez skały i ziemię. Turyści byli także ranieni przez odłamki skalne wyrwane siłą wyładowań. Niektórzy spadali ze stromych fragmentów szlaku lub doznawali urazów podczas gwałtownej próby opuszczenia kopuły szczytowej.

Pierwsze zgłoszenie dotarło do centrali TOPR o godzinie 13:16. Początkowo ratownicy nie znali jeszcze pełnej skali zdarzenia. Informacje napływające z kolejnych części masywu wskazywały jednak, że rannych są dziesiątki osób.

Warunki pogodowe uniemożliwiały natychmiastowe wykorzystanie śmigłowca. Ratownicy TOPR ruszyli więc w kierunku Giewontu drogą lądową. Jednocześnie rozpoczęto przygotowania do przyjęcia dużej liczby poszkodowanych.

Najciężej rannych odnajdywano na kopule szczytowej, przy łańcuchach, na zejściu w kierunku Wyżniej Kondrackiej Przełęczy oraz na niższych odcinkach szlaków. Część turystów była nieprzytomna, inni mieli poparzenia, złamania i obrażenia powstałe w wyniku upadków.

Po poprawie widzialności do akcji włączono śmigłowiec TOPR. Poszkodowanych zaczęto transportować do miejsc, z których mogli zostać przekazani zespołom ratownictwa medycznego.

W schronisku na Hali Kondratowej utworzono tymczasowy punkt medyczny. Prowadzono tam segregację rannych, udzielano pierwszej pomocy i ustalano kolejność dalszego transportu.

Skala katastrofy wymagała zaangażowania wielu służb. W działaniach uczestniczyli ratownicy TOPR i GOPR, strażacy, policjanci, pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, zespoły ratownictwa medycznego oraz załogi kilku śmigłowców.

Poszkodowanych przewożono do szpitali w Zakopanem, Nowym Targu, Krakowie i innych miejscowościach. Akcja trwała wiele godzin i objęła znaczną część masywu Giewontu oraz okolicznych dolin.

Po polskiej stronie Tatr zginęły cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Rannych zostało 157 osób, z których około 40 odniosło ciężkie obrażenia.

Ta sama burza przeszła również nad słowacką częścią Tatr Zachodnich. W rejonie Baníkova zginął czeski turysta, który po porażeniu piorunem spadł ze stromego zbocza. Łączny bilans burzy po obu stronach Tatr wyniósł pięć ofiar śmiertelnych.

Akcja przeprowadzona 22 sierpnia 2019 roku była największą operacją ratunkową w historii polskich Tatr. W ciągu kilku godzin służby musiały odnaleźć, zabezpieczyć i przetransportować ponad sto osób rozproszonych w trudnym, wysokogórskim terenie.

Źródła:

Trzy najtragiczniejsze burze w polskich Karpatach – Dzika Natura | Beskidomaniak