Dyskusja dnia

Dyskusja dnia · dołącz do rozmowy

Puszka przetrwania. Od pilotów RAF do kieszeni cargo

Poza Szlakiem

Beskidomaniak

Post

Mała metalowa puszka, która mieści się w dłoni. W środku kilkanaście drobiazgów, które w normalnych warunkach wydają się kompletnie zbędne. A jednak ta niepozorna puszka ma za sobą fascynującą historię, która zaczęła się w najbardziej dramatycznych okolicznościach XX wieku...

Jak to się zaczęło

Wiosna 1940 roku. Bitwa o Anglię dopiero się rozkręcała. Młodzi piloci Royal Air Force codziennie startowali do misji nad okupowaną Europą, a statystyki były brutalne. Po 25 misjach bombowych szanse na przeżycie dramatycznie spadały. Wielu pilotów lądowało za linią wroga. Zestrzeleni, z uszkodzonymi maszynami, zmuszeni do skoku ze spadochronem.

Brytyjski wywiad wojskowy MI9 dostał więc konkretne zadanie. Wymyślić coś, co pomoże tym ludziom przetrwać i wrócić do domu.

Christopher Hutton, ekscentryk, który ratował życia

Za rozwiązanie problemu zabrał się Christopher Clayton Hutton. Były pilot I wojny światowej, który jako nastolatek założył się z samym Houdinim, że ten nie wydostanie się ze skrzyni. Zakład przegrał, bo Houdini przekupił cieślę. Zdobył jednak fascynację sztuką ucieczki, która teraz miała się bardzo przydać.

Hutton przez kilka dni pakował i przepakowywał zwykłą puszkę po papierosach, szukając optymalnego układu. Efektem była pierwsza wersja zestawu ratunkowego RAF Ration Box Mk.II. Mała, hermetyczna puszka zawierająca wszystko, czego zestrzelony pilot potrzebował do przetrwania pierwszych dni za linią wroga.

Co było w środku i dlaczego

Każdy element oryginalnej puszki miał konkretne zadanie.

Skoncentrowana żywność w postaci tablet wysokoenergetycznych i czekolady z kofeiną, podobnej do niemieckiej Scho-ka-Kola. Pilot potrzebował kalorii, żeby się ruszać, a jednocześnie nie mógł ryzykować rozpalania ogniska czy szukania jedzenia w terenie.

Tabletki do uzdatniania wody dodano na sugestię innego oficera. Picie z byle jakiego źródła mogło skończyć się chorobą, która uniemożliwiłaby dalszą ucieczkę. Czysta woda była dosłownie kwestią życia i śmierci.

Mały gumowy woreczek służył do zbierania i transportu wody. Składany, zajmował minimum miejsca.

Miniaturowy kompas stanowił absolutną podstawę zestawu. Hutton współpracował z firmą Blunt Brothers, która produkowała kompasy tak małe, że mieściły się w guziku munduru. Co ciekawe, guziki miały odwrócony gwint. Gdy strażnicy próbowali je odkręcić, tylko je dokręcali.

Jedwabna mapa była drukowana właśnie na jedwabiu, bo ten materiał nie szeleści. Można ją zmiąć w kulkę i schować w dłoni, a po namoczeniu wraca do pierwotnego kształtu bez uszkodzeń. Do końca wojny wydrukowano ponad 400 000 takich map.

Miniaturowa piłka druciana miała służyć do przecinania krat okiennych w przypadku schwytania.

Żyletka magnetyzowana działała jako awaryjny kompas. Każda żyletka Gillette była namagnesowana tak, że litera "G" zawsze wskazywała północ, gdy zawiesiło się ją na nitce.

Tabletki amfetaminy też były częścią zestawu, bo w 1940 roku to był standard. Pilot musiał być w stanie maszerować całą noc bez snu.

Sprytne dodatki

Hutton na tym nie poprzestał. Buty lotnicze projektowano tak, żeby po odcięciu cholewki zamieniały się w cywilne półbuty. Kurtki mundurowe miały specjalną podszewkę i po odwróceniu wyglądały jak cywilne marynarki. Koce przysyłane jeńcom miały niewidoczne wzory, które po namoczeniu ujawniały linie cięcia. Według nich można było uszyć cywilne ubranie.

Do obozów jenieckich wysyłano nawet gry planszowe Monopoly. Pod planszą ukryte były jedwabne mapy, a wśród banknotów do gry prawdziwe reichsmarki. Kompasy chowano w pionkach szachowych.

Szacuje się, że dzięki sprzętowi Huttona około 35 000 alianckich żołnierzy zdołało uciec i wrócić na stronę aliancką.

Od pilotów do turystów

Po wojnie ideę małego zestawu przetrwaniowego spopularyzował John "Lofty" Wiseman, weteran brytyjskiego SAS. W swoim kultowym "SAS Survival Guide" opisał, jak skompletować własną puszkę. Nie jako sprzęt wojskowy, ale jako rozsądne zabezpieczenie dla każdego, kto spędza czas w terenie.

I tu dochodzimy do sedna.

Twoja puszka, twoje potrzeby

Infografika, którą widzisz, to tylko przykład. Punkt wyjścia do własnych przemyśleń. Prawdziwa wartość puszki przetrwania polega na tym, że kompletujesz ją sam, pod kątem własnych potrzeb i terenu, w którym się poruszasz.

Idziesz głównie po beskidzkich szlakach? Nie potrzebujesz zestawu do odsalania wody morskiej. Chodzisz zimą? Wtedy krzesiwo i koc termiczny mają większy priorytet niż tabletki do uzdatniania wody z potoku, który i tak będzie zamarznięty.

Zadaj sobie pytanie. Co może pójść nie tak na twojej typowej wycieczce? Zgubienie szlaku? Kontuzja? Nagła zmiana pogody? Przymusowy nocleg? Odpowiedzi podpowiedzą ci, co powinno znaleźć się w twojej puszce.

Pomysł na puszkę jako podręczną apteczkę

Wielu turystów nosi ze sobą apteczkę. I słusznie. Problem w tym, że standardowa apteczka turystyczna to często spory woreczek, który ląduje na dnie plecaka. Gdy potrzebujesz plastra, musisz grzebać przez całą zawartość.

Jest na to sposób. Mała puszka survivalowa, która pełni funkcję podręcznej apteczki pierwszego kontaktu i mieści się w kieszeni cargo spodni.

Taka puszka jest zawsze przy tobie. Nawet na krótkim spacerze, nawet gdy zostawiasz plecak na schroniskowej ławce. Zajmuje tyle miejsca co telefon i waży mniej niż kanapka.

Jak ją zrobić?

Metalowe pudełko po miętówkach, herbatnikach albo herbacie ekspresowej. Wszystko się nadaje. Ważne, żeby się szczelnie zamykało. Możesz dodatkowo zabezpieczyć krawędzie taśmą izolacyjną, która sama w sobie jest przydatna w awaryjnych naprawach.

Pamiętaj tylko o przeglądaniu zawartości od czasu do czasu. Tabletki mają termin ważności, a plastry potrafią się zestarzeć.


Od zestrzelonych pilotów nad okupowaną Francją, przez weteranów SAS w dżungli, po turystów w Beskidach. Idea pozostaje ta sama. Mały zestaw podstawowych narzędzi, który jest zawsze przy tobie. Nie musi być drogi, nie musi być profesjonalny. Ma być przemyślany i dostosowany do ciebie. Bo najlepsza puszka przetrwania to taka, którą faktycznie masz ze sobą, gdy jej potrzebujesz.

Puszka przetrwania. Od pilotów RAF do kieszeni cargo – Poza Szlakiem | Beskidomaniak