Dyskusja dnia
Dyskusja dnia · dołącz do rozmowy
Jak polski aptekarz z Beskidu Niskiego rozświetlił świat
Poza Szlakiem
Beskidomaniak
Przez wieki w okolicach Gorlic czarna ciecz sama wychodziła z ziemi. Ludzie zbierali ją z powierzchni wody za pomocą końskich ogonów, wyżymali do wiader i smarowali nią osie wozów.
Czasem robili okłady na bolące plecy. Tych, którzy się tym zajmowali, nazywano łebakami. Nikt nie podejrzewał, że pod stopami drzemie surowiec, który zmieni bieg historii...
Więzień, aptekarz, rewolucjonista
Ignacy Łukasiewicz urodził się w 1822 roku w Zadusznikach koło Mielca. Ojciec, weteran insurekcji kościuszkowskiej, umarł, gdy Ignacy miał 14 lat. Chłopak rzucił szkołę i poszedł na praktykę do apteki w Łańcucie. Zamiast siedzieć cicho, wplątał się w konspirację niepodległościową. W 1846 roku Austriacy go zamknęli. Dwa lata w lwowskim więzieniu, na wyjściu łatka „politycznie podejrzany" i policyjny ogon do końca życia.
Ale los się odwrócił. We Lwowie trafił do apteki „Pod Złotą Gwiazdą", jednej z najlepszych w Galicji. Właściciel sfinansował mu studia w Krakowie i Wiedniu. W 1852 roku Łukasiewicz wrócił z dyplomem magistra farmacji, kartoteką w policji i głową pełną pomysłów.
Noc, która zmieniła wszystko
W zapleczu lwowskiej apteki Łukasiewicz z kolegą Janem Zehem zaczęli destylować ropę naftową. Szukali leku. Nie znaleźli. Znaleźli coś lepszego. Naftę, która dawała jasny, niekopczący płomień, tańszy od świec i olejów. Problem: zwykłe lampy olejne napełnione naftą wybuchały. Łukasiewicz zaprojektował więc własną lampę. Lwowski blacharz Adam Bratkowski zbudował prototyp. W marcu 1853 roku lampa zawisła w oknie apteki. Lwowianie przechodzili z otwartymi ustami.
Prawdziwy test przyszedł 31 lipca 1853 roku. Noc, szpital na lwowskim Łyczakowie, pacjent wymaga pilnej operacji. Ciemno, świece nie dają dość światła. Ktoś biegnie po Łukasiewicza. Aptekarz przynosi swoje lampy, oświetla salę. Chirurg operuje. Pacjent przeżywa. Data zapisuje się w historii jako symboliczny początek polskiego przemysłu naftowego.
Gorlice: Miasto Światła
Łukasiewicz opuścił prestiżowy Lwów i przeniósł się do małych Gorlic u bram Beskidu Niskiego. Powód? Tu ziemia pachniała ropą. W budynku dzisiejszego ratusza prowadził aptekę, a po godzinach destylował i eksperymentował. W 1854 roku na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Węgierskiej rajcowie miejscy zapalili pierwszą na świecie uliczną lampę naftową. Dziś w tym miejscu stoi kapliczka z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego, a na ścianie obok mural. Gorlice od tamtej pory noszą przydomek „Miasto Światła".
Bóbrka: ropa bulgocze tu od 170 lat
W okolicach Gorlic Łukasiewicz poznał Tytusa Trzecieskiego i Karola Klobassę, właściciela wsi Bóbrka. W 1854 roku założyli spółkę i zaczęli kopać. Tak powstała pierwsza na świecie kopalnia ropy naftowej.
Metody były proste i brutalne. Ręcznie kopane studzienki, tak zwane kopanki, o przekroju metr dwadzieścia na metr dwadzieścia. Robotnik zjeżdżał w wiadrze na głębokość kilkudziesięciu metrów. Kopanka „Janina" z 1878 roku sięgnęła 95 metrów. Kopana ręcznie. Potem pogłębiono ją wiertnicą do ponad 150 metrów. I najlepsza część: „Janina" jest eksploatowana do dziś. W XXI wieku, w lesie, w małej wsi na Podkarpaciu, można zajrzeć do szybu i zobaczyć bulgoczącą ropę.
Kopalnia w Bóbrce od 2018 roku jest Pomnikiem Historii. Trwają starania o wpis na listę UNESCO.
„Polska Kalifornia"
Sukces Bóbrki uruchomił lawinę. Łukasiewicz postawił destylarnię w Ulaszowicach pod Jasłem, potem rafinerię w Chorkówce koło Krosna. Nafta z Chorkówki rywalizowała na światowych rynkach z amerykańską i rumuńską. Galicję ogarnęła gorączka naftowa. Okolice Gorlic, Krosna i Sanoka pokryły się wieżami wiertniczymi. Pisarz Joseph Roth nazwał ten region „polską Kalifornią". Pod koniec XIX wieku Galicja była trzecim producentem ropy na świecie, za USA i Rosją.
Podobno sam Rockefeller wysłał ludzi do Bóbrki podejrzeć metody polskiego aptekarza. Mawiano, że nazwał Łukasiewicza „wariatem, który dzieli się wiedzą za bezcen".
Ojciec Ignacy
Łukasiewicz nie tylko wydobywał i destylował. W Bóbrce stworzył Kasę Bracką, jeden z pierwszych systemów ubezpieczeń dla robotników w Europie. Fundował kościoły, szkoły, drogi. Mawiano, że wszystkie drogi w zachodniej Małopolsce brukowane były jego guldenami. Pracownicy nie mówili do niego „panie". Mówili „ojcze Łukasiewiczu".
Zmarł 7 stycznia 1882 roku w Chorkówce, na zapalenie płuc. Miał 59 lat. Leży na cmentarzu w Zręcinie, obok żony Honoraty. Kilka metrów dalej spoczywa Klobassa, wspólnik i przyjaciel. Pionierzy naftowego świata, razem, w cieniu beskidzkich drzew.
Po co jechać w Beskid Niski
Łukasiewicz wynalazł lampę naftową, zanim Edison wymyślił żarówkę. Założył pierwszą kopalnię ropy, zanim Rockefeller zbudował imperium. Wprowadził ubezpieczenia pracownicze, zanim ktokolwiek w Europie mówił o prawach robotników. Zrobił to z zaplecza apteki w małym miasteczku u bram Beskidu Niskiego.
W Gorlicach przed ratuszem siedzi na ławeczce jego pomnik. W muzeum PTTK stoi oryginalny alembik aptekarski. W Skansenie „Magdalena" można wejść na wieżę wiertniczą z panoramą Beskidu Niskiego. W Bóbrce ropa wciąż bulgocze w XIX-wiecznych kopankach, a w powietrzu unosi się jej zapach. W Zręcinie stoi kościół, który ufundował.